Z Rydel czas szybko mijał, miałyśmy mnóstwo wspólnych
tematów. Nagle zadzwoniła mi komórka.
- Laura ?Gdzie jesteś ?Miałaś przyjść z dwie godziny temu ! - W telefonie usłyszałam paniczny głos siostry.
- No przepraszam. Koleżanka mnie oprowadza, za niedługo wrócę - oznajmiłam.
- Ale się pośpiesz, martwię się o ciebie – wyznała .
Ja ją dobrze rozumiałam, ale ona musiała w końcu wbić sobie do głowy, ze ta mała Laura, którą się opiekowała, wcale nie jest już takim dzieckiem.
- Jasne - odpowiedziałam krótko i rozłączyłam się.
- Kto dzwonił ? - spytała Rydel.
- Alex - wyjaśniłam, po czym uśmiechnęłam się do niej. Zauważyłam, ze skręcamy w stronę jakiegoś domu. Tam pewnie mieszkała blondynka.
Domy w tej ulicy była bardziej okazałe nisz poprzednie i prawie przy każdym stał jakiś luksusowy samochód . Skręciliśmy w pierwszy dom po lewej stronie szłyśmy przez niewielką ścieżce pomiędzy trawnikami aż dotarliśmy do drzwi Rydel wyjęła z torebki klucz i przepuściła mnie przed siebie. szłyśmy niewielkim korytarzem aż dotarliśmy do niewielkiego pokoju siedziało w nim czterech chłopaków.
Popatrzyłam na nich. Nie powiem, byli nawet przystojni. Siedziało tam dwóch brunetów i dwóch blondynów, rozwalonych na kanapie i wcinających chipsy. Nawet nie wiem czy w ogóle mnie zauważyli.
- Hej chłopcy, to jest Laura. - przedstawiła mnie dziewczyna. W tym momencie jak grom z jasnego nieba, wszyscy spojrzeli na mnie wielkimi oczami, rozdziawiając usta. Ja i Rydel zaczęłyśmy się śmiać. Po czym wyszłyśmy z pokoju. Już za parę sekund trafiłyśmy do kuchni. Usiadłam na jednym z krzeseł.
- Chcesz coś do picia ? - Spytała dziewczyna otwierając lodówkę. W tym momencie do pokoju jak burza wpadali chłopcy. Stanęli jak najbliżej mnie co mnie krępowało, a zarazem rozbawiło.
- Dobra, spadać - Powiedziała Rydel podając mi butelkę wody. Chłopcy choć z niechęcią posłuchali jej prośby.
- Przepraszam czasami są nie do wytrzymania. - przyznała
- Nie przesadzaj są naprawdę słodcy.
- To co idziemy do mnie do pokoju - spytała z uśmiechem.
-Z chęcią. Wstałyśmy od stołu i poszliśmy na górę w salonie pomachałam na odchodne chłopakom i poszłam za dziewczyną na górę. Weszłyśmy do dość dużego jasno różowego pokoju, na środku stało łóżko, a pod ścianą ogromna szafa. Po prawej stronie od łóżka keyboard, a po lewej mała szafka. Na ścianach było mnóstwo napisów typu "Ready Set Rock" lub "Let My Go".
Usiadłam na łóżku obok Rydel.
- Jeszcze raz cię przepraszam za moich braci. Często im odwala - uśmiechnęła się.
- Jasne, ja nie jestem zła. Są bardzo zabawni - przyznałam śmiejąc się.
- Tak, mają taki dar. - Wtem usłyszałyśmy, że ktoś skrada się do pokoju. Owy geniusz nie włączył wibracji w telefonie.
Oni naprawdę nie mieli pojęcia, że my słyszymy jak oni się tam wykłócają:
- Ty idiota ! Wyłącz to ! Jeszcze nas usłyszą ! - Uniósł się jeden. (Ross)
- Bo jakiego ty tu w ogóle przyszedłeś, ja widziałem ją pierwszy ! (Rocky)
- Nie bo ja ! - Wcale, że nie ! (Ross) - Wstałam po cichu z łóżka i podeszłam do drzwi.
- Hej, co robicie ? - Spytałam słodko się uśmiechając. Byłam naprawdę ciekawa co powiedzą.
- No ja.... - zaczął blondyn - Ja chciałem... znaczy my chcieliśmy spytać... - nadal kręcił.
To tak słodko wyglądało, jak nie wiedzieli co powiedzieć.
- No właśnie, chcieliśmy cię spytać. - Dokończył brunet
- A o co ? - Brnęłam nadal.
- O to o co ty też spytałaś...
- Ale... - teraz to ja się pogubiłam.
- Właśnie... - dodał nagle blondyn.
Oboje popatrzyliśmy na niego zdziwieni i po chwili zaczęliśmy się śmiać. Tą dziwną wymianę zdań przerwała nam Rydel
- Co chcieliście znowu. - Spytała oschło
- My nic... stać nie można ? - Zapytał blondyn, patrząc na siostrę przeszywającym wzrokiem.
- To my... może już pójdziemy - zaproponował brunet, po czym wyszli.
Rydel odwróciła się do mnie.
- Chciałabym, żebyś poszła dziś z nami to takiego klubu. Mamy grać koncert i zależy mi żebyś przyszła.
- Jasne, z chęcią wpadnę. Ale najpierw pójdę do domu, bo muszę się jakoś ubrać. - oznajmiłam.
- Rozumiem, to leć.
- Ok pa. Przyjdę za jakieś pół godziny.
- Nie ma sprawy.
Wyszłam z domu dziewczyny i udałam się prosto chodnikiem z nadzieją, że mnie olśni i trafię do domu. Mimo, że było dość jasno, na ulicy nie było żywego ducha. Na szczęście po paru minutach przekroczyłam próg domu. A to co zobaczyłam kompletnie mnie zszokowało.
############################################################################
- Laura ?Gdzie jesteś ?Miałaś przyjść z dwie godziny temu ! - W telefonie usłyszałam paniczny głos siostry.
- No przepraszam. Koleżanka mnie oprowadza, za niedługo wrócę - oznajmiłam.
- Ale się pośpiesz, martwię się o ciebie – wyznała .
Ja ją dobrze rozumiałam, ale ona musiała w końcu wbić sobie do głowy, ze ta mała Laura, którą się opiekowała, wcale nie jest już takim dzieckiem.
- Jasne - odpowiedziałam krótko i rozłączyłam się.
- Kto dzwonił ? - spytała Rydel.
- Alex - wyjaśniłam, po czym uśmiechnęłam się do niej. Zauważyłam, ze skręcamy w stronę jakiegoś domu. Tam pewnie mieszkała blondynka.
Domy w tej ulicy była bardziej okazałe nisz poprzednie i prawie przy każdym stał jakiś luksusowy samochód . Skręciliśmy w pierwszy dom po lewej stronie szłyśmy przez niewielką ścieżce pomiędzy trawnikami aż dotarliśmy do drzwi Rydel wyjęła z torebki klucz i przepuściła mnie przed siebie. szłyśmy niewielkim korytarzem aż dotarliśmy do niewielkiego pokoju siedziało w nim czterech chłopaków.
Popatrzyłam na nich. Nie powiem, byli nawet przystojni. Siedziało tam dwóch brunetów i dwóch blondynów, rozwalonych na kanapie i wcinających chipsy. Nawet nie wiem czy w ogóle mnie zauważyli.
- Hej chłopcy, to jest Laura. - przedstawiła mnie dziewczyna. W tym momencie jak grom z jasnego nieba, wszyscy spojrzeli na mnie wielkimi oczami, rozdziawiając usta. Ja i Rydel zaczęłyśmy się śmiać. Po czym wyszłyśmy z pokoju. Już za parę sekund trafiłyśmy do kuchni. Usiadłam na jednym z krzeseł.
- Chcesz coś do picia ? - Spytała dziewczyna otwierając lodówkę. W tym momencie do pokoju jak burza wpadali chłopcy. Stanęli jak najbliżej mnie co mnie krępowało, a zarazem rozbawiło.
- Dobra, spadać - Powiedziała Rydel podając mi butelkę wody. Chłopcy choć z niechęcią posłuchali jej prośby.
- Przepraszam czasami są nie do wytrzymania. - przyznała
- Nie przesadzaj są naprawdę słodcy.
- To co idziemy do mnie do pokoju - spytała z uśmiechem.
-Z chęcią. Wstałyśmy od stołu i poszliśmy na górę w salonie pomachałam na odchodne chłopakom i poszłam za dziewczyną na górę. Weszłyśmy do dość dużego jasno różowego pokoju, na środku stało łóżko, a pod ścianą ogromna szafa. Po prawej stronie od łóżka keyboard, a po lewej mała szafka. Na ścianach było mnóstwo napisów typu "Ready Set Rock" lub "Let My Go".
Usiadłam na łóżku obok Rydel.
- Jeszcze raz cię przepraszam za moich braci. Często im odwala - uśmiechnęła się.
- Jasne, ja nie jestem zła. Są bardzo zabawni - przyznałam śmiejąc się.
- Tak, mają taki dar. - Wtem usłyszałyśmy, że ktoś skrada się do pokoju. Owy geniusz nie włączył wibracji w telefonie.
Oni naprawdę nie mieli pojęcia, że my słyszymy jak oni się tam wykłócają:
- Ty idiota ! Wyłącz to ! Jeszcze nas usłyszą ! - Uniósł się jeden. (Ross)
- Bo jakiego ty tu w ogóle przyszedłeś, ja widziałem ją pierwszy ! (Rocky)
- Nie bo ja ! - Wcale, że nie ! (Ross) - Wstałam po cichu z łóżka i podeszłam do drzwi.
- Hej, co robicie ? - Spytałam słodko się uśmiechając. Byłam naprawdę ciekawa co powiedzą.
- No ja.... - zaczął blondyn - Ja chciałem... znaczy my chcieliśmy spytać... - nadal kręcił.
To tak słodko wyglądało, jak nie wiedzieli co powiedzieć.
- No właśnie, chcieliśmy cię spytać. - Dokończył brunet
- A o co ? - Brnęłam nadal.
- O to o co ty też spytałaś...
- Ale... - teraz to ja się pogubiłam.
- Właśnie... - dodał nagle blondyn.
Oboje popatrzyliśmy na niego zdziwieni i po chwili zaczęliśmy się śmiać. Tą dziwną wymianę zdań przerwała nam Rydel
- Co chcieliście znowu. - Spytała oschło
- My nic... stać nie można ? - Zapytał blondyn, patrząc na siostrę przeszywającym wzrokiem.
- To my... może już pójdziemy - zaproponował brunet, po czym wyszli.
Rydel odwróciła się do mnie.
- Chciałabym, żebyś poszła dziś z nami to takiego klubu. Mamy grać koncert i zależy mi żebyś przyszła.
- Jasne, z chęcią wpadnę. Ale najpierw pójdę do domu, bo muszę się jakoś ubrać. - oznajmiłam.
- Rozumiem, to leć.
- Ok pa. Przyjdę za jakieś pół godziny.
- Nie ma sprawy.
Wyszłam z domu dziewczyny i udałam się prosto chodnikiem z nadzieją, że mnie olśni i trafię do domu. Mimo, że było dość jasno, na ulicy nie było żywego ducha. Na szczęście po paru minutach przekroczyłam próg domu. A to co zobaczyłam kompletnie mnie zszokowało.
############################################################################
I drugi rozdział dodany mam nadzieje że się wam spodoba.

.jpg)
.jpg)




.jpg)